Kobiety i samochody...
...w V w. p.n.e.
Ślad był znikomy i wątły, ale wyczerpanemu Urchicie w jednej chwili przywrócił siły. Rozgarnął rzadszą w tym miejscu trawę, nie wierząc własnym oczom, a potem niecierpliwie szukał dalej. Na zielonej murawie znaczyły się trzy niegłębokie bruzdy, jakby trzej równo idący oracze ciągnęli tu rylcowe radła, szykując pole pod zasiew. Szczęście mu sprzyjało. Jakiś czas stał, milcząc i medytując nad odkrytymi koleinami — niczym myśliwy, który po godzinach błądzenia po leśnych ostępach wpadł na trop umykającej przed nim płochliwej sztuki. Czuł się w czepku urodzony.
— Miałaś nosa. Nie na darmo wędrowaliśmy cały dzionek — z ożywieniem zdradził zaciekawionej Safonie, przyglądającej się niewiele jej mówiącym wgłębieniom na skraju wygonu.
— Ktoś tu rył w ziemi lub coś ciągnął? — dociekała, ale jej nie odpowiedział.
Znużona drogą dziewczyna pomyślała o rozpaleniu ogniska i o nocnym spoczynku, ale z jej zamiarów nic nie wyszło, bowiem Urchicie dmuchnął wiatr w żagle i uparcie ruszył z miejsca, bezzwłocznie przetrząsając okolicę i niestrudzenie rozglądając się za innymi dowodami obecności załogi „Met-ar-usa”. A chociaż ich w pobliżu nie znalazł, nie zrezygnował z dalszych wytrwałych poszukiwań. Teraz już nie mógł się mylić i dobrze o tym wiedział. Był o krok od celu, a to sprawiło, że wpadł w trans. Znowu stał się hipnotycznym medium, poddającym się cichym podszeptom bezimiennych niby-bóstw z nieosiągalnego pozaziemskiego panteonu. Safona dogoniła go, zaglądając mu z troską w oczy. Była przez moment o krok od rozpaczy. Zapadał zmrok i dalsza wędrówka nie miała sensu. Jednak jej luby nie był rozpalony i nieprzytomny. Nie zapadał na żadną groźną chorobę — zwłaszcza taką, która odbierała umysł i zamieniała dorosłego w nierozumne dziecko. Widząc upór na jego zmęczonej twarzy i wymalowaną na niej determinację, posłusznie za nim ruszyła.
Ten uszedł w upojeniu może z dwieście kroków i przystanął. Przyciągnął jego uwagę przypadkowy zagajnik, nie różniący się niczym szczególnym od tych, które wcześniej minęli.
— Głowę daję, że to tu! — pokazał jej palcem, chrypiąc z podniecenia. Zmęczony oparł się o pień starej sosny, a potem ciężko się osunął, marudnie pozostając pod drzewem. Nie spuszczał z gęstwiny wzroku.
Nie umiała odgadnąć, czy ma rację, czy nie. Kilka kroków dalej znalazła resztki świeżo zdartej kory. Nic nie rzekła, jednak swym bystrym wzrokiem sama zaczęła się rozglądać za podobnymi śladami i rychło je dostrzegła, przepatrując okolicę.
— Tu, tu!.. — niegłośno krzyknęła, przywołując go do siebie.
Między rosnącymi z rzadka bukami koleiny się powtórzyły. Było ich znacznie więcej niż przedtem. Nieco dalej ślady się przecinały — dowód tego, że ktoś tu manewrował obcą maszyną. Znowu wyprzedził dziewczynę, by wreszcie natrafić na popiół po ognisku.
— Jest, jest, znalazłem — odkrzyknął za siebie zduszonym głosem. — Mam. Do diaska. Chodź! Zostawili go, szuje, tutaj! Co za padalce!
Maskowanie było kiepskie. Z nerwowym pośpiechem i nieskrywanym podnieceniem odrzucał ścięte gałęzie, odkrywając obłe kształty obcej maszyny.
Safona z przestrachem łypała zza pnia rozłożystego dębu. Pojazd wyglądał imponująco i zapierało jej dech z wrażenia. Przeszło jej najpierw przez myśl, że widzi zmurszałą budowlę, może tajemną leśną świątynię po zapomnianym bogu, czczonym w tych stronach w zamierzchłej przeszłości. Potem pojęła, że to, co ogląda, nie wyszło spod trackiej, greckiej lub perskiej ręki. Skojarzyło się jej wreszcie wieczorne znalezisko z niebiańskim rydwanem, do którego poprzedniego dnia wtargnęli młodzi wojowie z jej plemienia, płacąc za to życiem.
— Ku temu tak cierpliwie dążyłeś? — podejrzliwie zapytała, pokonując lęk, niepewnie podchodząc i stając obok niego.
Przytaknął z dumą, wspierając dłonie na biodrach.
— I owszem, ale warto było — odparł bez namysłu. — Bez tej machiny nadal miałbym nóż na gardle. To bydlę przyniesie nam ratunek — rozsądził z euforią w głosie. — A potem dodał impulsywnie, z niedowierzaniem kręcąc głową: — Ach, gdybyś, biedna dziewczyno, wiedziała o mnie wszystko...
Zaraz jednak ugryzł się w język. Jego naiwna ziemska towarzyszka nie powinna była zapuszczać żurawia w jego przeszłość. Nie pojęłaby tego, że pochodzi spoza Y-o. Stał tak, przepełniony triumfem, ciesząc się i chwaląc siebie w duchu za inwencję i pomysłowość.
Opacznie zrozumiała jego ostatnie zdanie, odbierając je po swojemu.
— Wszystko?.. — smutno zapytała. — Może tam, skąd pochodzisz, masz już kilka żon i nie zależy ci na tym, żeby mieć jeszcze jedną?
Osłupiał. Wreszcie parsknął śmiechem, lustrując ją z nieskrywanym ubawieniem.
— Ależ nie, mylisz się, wyobraź sobie, córko wodza, że nie mam ani jednej — wyprowadził ją z błędu, gdy przestał się śmiać. Odchrząknął, robiąc surową minę. — Jako niemądre dziecię jesteś — przywołał ją do porządku. — Zresztą już nie wrócę tam, skąd przybyłem — skwitował nie bez cienia żalu. Zaraz też uciął ten temat, nie chcąc się gmatwać i wdawać w karkołomne i mylące wyjaśnienia: — Tu staniemy na nocleg, na tej polance. Ani chybi, to koniec drogi. Tyle na dzisiaj! Ufff, co za ulga!
eddie 2003-11-01 06:29:16
Miłość od pierwszego wejrzenia
Rudasek zobaczył przez okno wiewiórkę. Z wrażenia zamienił się w słup soli. Było to dla niego wielkie przeżycie. Nie wiem tylko, czy spoglądał na nią jak Mały Książę na różę, czy jak myśliwy na niedoszłą zdobycz. Z kocurami bowiem nigdy nic nie wiadomo...
eddie 2003-11-09 09:10:26
Młodość ma swoje prawa
Oprawiali upolowaną loszkę. Abihu z zaaferowaniem asystował ponuremu wojownikowi, który przy nim wyraźnie nabierał formy. Na twarzy przeobrażonego rysował się już kilkudniowy zarost. Urchitka pomyślała, że tamten ma się — po prostu — przed kim popisywać. Odkryła słaby punkt zapatrzonego w siebie milczka z urchickich pustyń. Jakoś na pokładzie „Met-ar-usa” nie miał poklasku i nie cieszył się wystarczającym uznaniem, gdyż inne tam wartości były w cenie. „Pięta achillesowa!” — przemknęło jej przez głowę, bowiem starzec jął ją wtajemniczać w świat podań i mitów tego regionu globu. Referował jej — między innymi — o synu króla Ftyi, Peleusa, i morskiej bogini, Tetydy. Ach, to były powikłane związki tutejszych nieśmiertelnych ze śmiertelnymi! Chłopiec zerkał co rusz na wiszący Mu-urowi przy pasie miotacz, a oczy błyszczały mu z wrażenia. Wcześniej przypadkiem usłyszała jak żarliwie zwierzał się do swego spolegliwego opiekuna: „Na gromy Zeusa, na gromy Zeusa. Nawet bogowie na Olimpie nie mają podobnej mocy, choć ciskają przecież błyskawicami!” Mając tę potężną broń, która wyrzucała z siebie strumień zabójczej energii, wojownik był w stanie powalić na ziemię każdego przeciwnika, kimkolwiek by nie był — i to z oddali, bez potrzeby zbliżania się do niego i stawania do wyczerpującej siły walki wręcz.
— Oto nasz samotnik zdobył sobie ni stąd ni zowąd prawdziwego adoratora — z odrobiną przekąsu rzuciła Ni do starca, gdy ten już doradził wojownikowi jak się obejść z upolowaną lochą.
Siwobrody nie okazał z tego powodu rozżalenia.
— Na Artemidę, córkę Zeusa i Latony, młodość ma swoje prawa — rozsądził, kiwając w zamyśleniu głową. — Wdrażałem go, w co tylko mogłem. Sam jednak nie potrafiłbym rajcować z nim po lesie i uganiać się za zwierzyną łowną. Nic więc dziwnego, że się mi, niegodziwiec, sprzeniewierzył — skwitował niby to z najwyższą powagą. Z jego roześmianych oczu było jednak widać, że sobie po starczemu swawoli.
eddie 2003-11-17 12:49:48
No to w drogę...
...czyli kolejny fragment „Zdrady strażnika planety”
Ślizgacz nieśpiesznie sunął, gładko pokonując łagodne wzniesienia i omijając przeszkody w postaci wystających kruchych skał wapiennych oraz niepokaźnych zagajników. Mi-ir kierował się na południowy wschód, sądząc, że właśnie tam podążyli uciekinierzy z kosmicznego kolosa, który niefortunnie rozbił się na obcej planecie. Nim ruszył z miejsca, opróżnił maszynę z części bagażu, tworząc potężny pakunek, który wciągnął na linie między gęste konary. Nie wiedział, dlaczego to uczynił — może chciał się pozbyć części balastu i sprawić, by pojazd był bardziej zwrotny? A może liczył się z tym, że wcześniej czy później utraci przewoźną machinę, i że w związku z tym będzie mógł tu powrócić i skorzystać z ukrytych zapasów? Znowu zawierzył ostrożnym odczuciom, instynktowi i jakiemuś tajemnemu magnetyzmowi, który nie pozwalał mu się mylić w wyborze drogi. Maszyna posłusznie poddawała się jego planom i sunęła tam, dokąd chciał. Kiedy zwalniał, opadała, nieco ryjąc grunt i ciągnąc za sobą ogon z wyrywanych traw i wyrzucanego w górę piasku. Skoncentrowany niemalże do bólu, omiatał wzrokiem teren, szukając czegoś swojskiego, co by mu się kojarzyło z rozbitkami i odległą planetą Urch. Nie rozwijał za dużej szybkości, gdyż nie chciał niczego przegapić. Co rusz musiał przypominać sobie, że jeżeli ma szczęśliwie natknąć się na kogoś z załogi „Met-ar-usa”, powinien rozglądać się nie za Urchitami, dwunożnymi istotami z długimi rudymi grzywami i ogonami, ale za tubylcami, za Y-otami, czyli za ludźmi. Był to poniekąd kolejny kretyński test, przed którym postawiły go nieznane siły wyższe, jacyś nieziemscy upiorni bogowie, a przy tym nie pozbawiony zaskakujących powikłań i komplikacji.
— Jak odróżnić jednych od drugich? — mamrotał do swoich myśli. — Jak? Wyglądają przecież tak samo — utyskiwał, zrzędził i psioczył. — Są na pewno po przeobrażeniu — sarkał. — Muszę się z tym uporać. I ich odnaleźć. Azaliż jest inne wyjście?
Safona nie miała zielonego pojęcia, z czym sobie nie może poradzić jej ukochany, lecz jej to nie przeszkadzało.
eddie 2003-11-20 13:47:35
Takie coś dostałem przez GG
MATEMATYKA PŁCI
inteligentny mężczyzna + inteligentna kobieta = romans
inteligentny mężczyzna + głupia kobieta = udana para
głupi mężczyzna + inteligentna kobieta = małżeństwo
głupi mężczyzna + głupia kobieta = ciąża
ARYTMETYKA BIUROWA
inteligentny szef + inteligentny pracownik = korzyść
inteligentny szef + pracownik idiota = produkcja
szef idiota + inteligentny pracownik = promocja
szef idiota + pracownik idiota = nadgodziny
MATEMATYKA ZAKUPOWA
Facet będzie gotowy zapłacić 200 zł za duperelę, która jest warta 100 zł, jeśli jej potrzebuje.
Kobieta będzie gotowa zapłacić 100 zł, za duperelę wartą 200 zł, której nie potrzebuje.
RÓWNANIA OGÓLNE I STATYSTYKA
Kobieta martwi się o swoją przyszłość do ślubu.
Facet martwi się o swoją przyszłość od ślubu.
Facet, który odniósł sukces to taki, który zarabia więcej niż jego żona jest w stanie wydać.
Kobieta, która odniosła sukces to taka, która znalazła takiego faceta.
SZCZĘŚCIE
Żeby być szczęśliwą z mężczyzną, trzeba go bardzo dobrze rozumieć i trochę kochać.
Żeby być szczęśliwym z kobietą, trzeba ją bardzo kochać i nie starać się zrozumieć.
DŁUGOWIECZNOŚĆ
Żonaci mężczyźni żyją dłużej od samotnych, ale bardziej tęsknią za śmiercią.
SKŁONNOŚĆ DO ZMIAN
Kobieta wychodzi za faceta mając nadzieję, że zmieni się po ślubie, ale on się nie zmienia.
Facet żeni się z kobietą mając nadzieję, że ona się nie zmieni, ale ona się zmienia.
DYSKUSJA TECHNICZNA
Kobieta ma zawsze ostatnie słowo w kłótniach małżeńskich.
Najmniejsze słówko, jakie facet wypowie później staje się początkiem nowej sprzeczki.
WYŚLIJCIE TO INTELIGENTNEJ KOBIECIE, KTÓRA POTRZEBUJE UŚMIECHU
I INTELIGENTNYM FACETOM, KTÓRZY BĘDĄ WIEDZIEĆ, CO Z TYM ZROBIĆ!
eddie 2003-11-27 21:57:46